2016-11-20

Poniedzielnik (74) - Nie będzie wesoło

Tytuł posta mówi sam za siebie. Dziś sobie napiszę, jak jest źle. W życiu, Rodzinie, duszy i sercu.
Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałam książkę. Kiedy ostatnio przeczytałam coś wartościowego o literaturze czy kulturze? Źle mi z tym i brakuje mi literatury.
"Dziennik" Reginy Brett i "You", do których miałam sięgać codziennie, leżą odłogiem.
Wokół widzę same niefajne historie. Przyjaciele, a raczej znajomi zawodzą, Rodzina się oddala, perspektywa wolnego dnia czy Świąt jawi się jak największy horror.
Pracuję dużo poza podstawową pracą. Wtedy, kiedy pomagam, czuję, że żyję. Ale co z tego, skoro po powrocie znowu jest tak samo źle?
Żyję z ludźmi, którzy nie chcą się zmienić. Osoba w Rodzinie stacza się na samo dno. Sztuka, tworzenie daje radość, ale nie jest antidotum na problemy. Jednakże, gdybym zrezygnowała ze scrapowania, żałowałabym do końca życia, więc nigdy tego nie zrobię.
Gdzie ja popełniłam lub popełniam błąd?
Nie widzę kierunku, w którym mam iść.
Owszem, jest praca, którą uwielbiam, są dodatkowe zajęcia. Może tych zajęć właśnie jest zbyt wiele?
Nie potrafię niczego odpuścić, niczego ująć, ani z niczego zrezygnować. Ciągle mi mało. Potem nie wyrabiam. Zawsze zdążę, nie zawiodę, ale....z lekkim stresem.
Usłyszałam kiedyś, że mam wiele talentów. Choćby i tak było, po co mi one? Nie wystarczyłby jeden?
Jestem w połowie życia i nie mam pojęcia, co zrobić z drugą połową. I żadne "Będzie dobrze" nie jest dla mnie najmniejszym pocieszeniem.

To mój pierwszy taki smutny, dołujący post. Musiałam go napisać. Tak po prostu - musiałam.



*"Poniedzielnik" to taki przechodni cykl. Nie zawsze będzie w poniedziałki. Jednakże podoba mi się nazwa, więc kolejny Poniedzielnik ukazuje się dziś.

2 komentarze:

Maede pisze...

Przeczytałam. Zamyśliłam się. Jakbym czytała o sobie sprzed ponad roku. Permanentny dół, przemęczenie, strach przed wolnym dniem ("nie chcę organizować żadnych Świąt, z nikim się spotykać, niech mi wszyscy dadzą spokój!"), niecierpliwość w stosunku do najbliższych i płacz po kątach z bezsilności. Jeśli masz zawód związany z pomaganiem -ja też- dobrze wiesz, jak łatwo się w nim emocjonalnie wypalić. Wreszcie przyszło przesilenie... Trzeba było podjąć parę decyzji, wydaje się nieracjonalnych, ale podjętych z pokojem w sercu i przeświadczeniem, że przyniosą dobro. Nie bez przyczyny mówi się o kryzysie wieku, połowa życia to czas rozrachunku i czasem rewolucji. Mnie po tym zostanie tatuaż ze słowem, które będzie mnie prowadzić i poczucie, że moje serce to przestrzeń, która jest najważniejsza i której nie można zaniedbać. Życzę Ci dużo ciszy...

Visell pisze...

Dziękuję Ci za te słowa.