Lubicie poniedziałki? Bo ja tak. Nigdy mnie nie dotyczyła kwestia "Nie lubię poniedziałków".
Po prostu, zaczyna się kolejny tydzień i kolejne dni. Przecież każdy z nich jest inny. Stanowią niewiadomą, niespodziankę- czy wydarzy się coś nowego, czy spotkam może dawnego znajomego, przeczytam coś nieznanego, czegoś sie dowiem? Wielka Niespodzianka.
Szukam śladów herbaty w literaturze. Czy nasuwa Wam się jakaś powieść, gdzie piją herbatę?:). Odnoszę wrażenie, że to kawa w książkach jest ważniejsza, bo podobno rozjaśnia umysł piszącym. Może macie jakieś podpowiedzi co do herbaty?
2011-06-09
"Kobieta pisząca"- Małgorzata Kalicińska
Nie czytałam książek Małgorzaty Kalicińskiej. Wybrałam się na spotkanie autorskie z pisarką z ciekawości. Chciałam wyrobić sobie opinię przed ewentualnym sięgnięciem po jej powieści. Zasada: najpierw spotkanie- potem książka sprawdziła się doskonale w tym przypadku.
Małgorzata Kalicińska to pisarka "życiowa". O sobie i swoim pisaniu opowiada tak, że sięgnę w pierwszej kolejności po jej "Widok z mojego okna". Wprawdzie niektóre felietony z tej książki znam z "Bluszcza", ale jednak co książka, to książka. Poza tym, przepisy w niej zawarte podnoszą (chyba) wartość dzieła:).
Pisarka opowiadała o powstaniu "Domu nad rozlewiskiem". Będąc w głębokiej depresji, na skraju całkowitego załamania (doświadczyła bankructwa), prawie bez środków do życia, "wylała" z siebie tę powieść. Pisanie stało się swoistą autoterapią, co mnie zadziwia, gdyż, muszę przyznać, nie sądziłam, że jest możliwie uleczenie się w ten sposób. Małgorzata Kalicińska Rozlewisko napisała, następnie próbowała wydać. Wydawnictwem, które wyczuło powieść, był Zysk i S-ka.
Na wieczór z Małgorzatą Kalicińską przyszło sporo osób. Czytelniczki opowiadały o tym, jak książka je zachwyciła, choć zdarzały się także słowa krytyki ("Zwyczajny facet"). Sama pisarka przytoczyła wypowiedź jednej z fanek: "Moja Mama dzięki Pani znowu zaczęła robić przetwory". Pomyślałam sobie, że chyba coś musi być w jej powieściach, skoro mobilizują ludzi do takich czynów:).
Małgorzata Kalicińska udzielała także porad, powiedziałabym psychologicznych. Radzi, by podążać za marzeniami, nie zamykać się po 50-tce w domu, mieć hobby, jakiekolwiek, wyjść do ludzi. Mówi: "Jeśli nie otworzymy okna, nie wlecą motyle". Sama jest tego najlepszym przykładem.
Małgorzata Kalicińska to pisarka "życiowa". O sobie i swoim pisaniu opowiada tak, że sięgnę w pierwszej kolejności po jej "Widok z mojego okna". Wprawdzie niektóre felietony z tej książki znam z "Bluszcza", ale jednak co książka, to książka. Poza tym, przepisy w niej zawarte podnoszą (chyba) wartość dzieła:).
Pisarka opowiadała o powstaniu "Domu nad rozlewiskiem". Będąc w głębokiej depresji, na skraju całkowitego załamania (doświadczyła bankructwa), prawie bez środków do życia, "wylała" z siebie tę powieść. Pisanie stało się swoistą autoterapią, co mnie zadziwia, gdyż, muszę przyznać, nie sądziłam, że jest możliwie uleczenie się w ten sposób. Małgorzata Kalicińska Rozlewisko napisała, następnie próbowała wydać. Wydawnictwem, które wyczuło powieść, był Zysk i S-ka.
Na wieczór z Małgorzatą Kalicińską przyszło sporo osób. Czytelniczki opowiadały o tym, jak książka je zachwyciła, choć zdarzały się także słowa krytyki ("Zwyczajny facet"). Sama pisarka przytoczyła wypowiedź jednej z fanek: "Moja Mama dzięki Pani znowu zaczęła robić przetwory". Pomyślałam sobie, że chyba coś musi być w jej powieściach, skoro mobilizują ludzi do takich czynów:).
Małgorzata Kalicińska udzielała także porad, powiedziałabym psychologicznych. Radzi, by podążać za marzeniami, nie zamykać się po 50-tce w domu, mieć hobby, jakiekolwiek, wyjść do ludzi. Mówi: "Jeśli nie otworzymy okna, nie wlecą motyle". Sama jest tego najlepszym przykładem.
Bez lukru
Tomasz Białkowski: Teoria ruchów Vorbla
Notka o autorze: Tomasz Białkowski, ur. 1969 r. w Jezioranach k. Olsztyna. Prozaik, autor sześciu książek. Debiutował w 2001 r. (opowiadanie "Chłód" w czasopiśmie "Portret"). W 2002 r. wydał zbiór opowiadań "Leze", w 2003 r. opublikował sztukę "Drzewo" ("FA-art" 2003, nr 1-2). W kolejnych latach napisał: minipowieść "Dłużyzny" (2005 r.), powieści "Pogrzeby" (2006r.), "Mistrzostwo Świata" (2008 r.), "Zmarzlina (2008 r.), za którą otrzymał Literacką Nagrodę Warmii i Mazur "Wawrzyn", przyznawaną przez czytelników. Tomasz Białkowski publikował także w czasopismach, jak "Czas Kultury", "Dekada Literacka", "Opcje", "Pogranicza", "Twórczość". Przy recenzowaniu zbioru opowiadań "Leze" użyty został po raz pierwszy termin Proza Północy.
(źródło: okładka, Wikipedia)
"Teoria ruchów Vorbla" to "literatura z życia wzięta". Przyznam, że wahałam się trochę, czy podjąć się czytania i recenzji. Sam tytuł jakoś nie zachęcał, okładka ciemna i smutna. Na początku zamieszczony jest cytat z Myśliwskiego: "Każdy sen jest znakiem śmierci, nawet gdy śni ci się błogość ukwieconej łąki, słońce na przejrzystym niebie. Śniąc się sam sobie, śnisz się zawsze śmierci swojej. To do jej niepodzielnego świata należy każdy twój sen. Ona tylko pozwala na chwilkę bezwolności w nim. A pycha każe mówić, śniło mi się. Powinno się mówić, śniło się śmierci mojej".
Tytułowy Vorbl to fizyk. Powieść przedstawia losy jego rodziny. Zagmatwane, ponure i smutne, "bez owijania w bawełnę". Niespełnione ambicje ojca, pogrążanie się w szaleństwo bez snów, nieudane małżeństwo rodziców. Nieumiejętność nawiązania kontaktu Vorbla z własną żoną i dziećmi. Niedopowiedziane słowa, myśli.... Nie-, nie-, nie-...
Dużo tych "nie" się nazbierało. Ale taka właśnie jest ta książka. Smutna, ale jakże prawdziwa. Są takie rodziny, gdzie brak nawiązania porozumienia jest podstawowym problemem. Pomimo tych wielu "nie", akcja jest spójna. Nie gubimy się w rodzinnych koligacjach, w znajomych i kochankach. Od początku czytania ma się świadomość przegranego życia bohaterów. Nie posiadają (a może nie chcą posiadać?) umiejętności porozumienia się, rozmowy, tzw. "dogadania się". Uciekają od siebie, żyją w zdradzie i zakłamaniu. Odniosłam wrażenie, że pasuje, odpowiada im to nieszczęście własne. Każdy z nich jest na jakiś sposób przegrany. Niespełniony pływak, nauczycielka, naukowiec. Złe zachowania, poglądy, sposoby na życie przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Nikt z bohaterów nie wyraża choćby cienia nadziei, żeby to "błędne koło" jakoś przerwać.
Uważam, że potrzebne są takie książki jak "Teoria ruchów Vorbla". Pokręcony świat opisany w powieści po prostu istnieje obok tego dobrego, "lepszego" świata. Potrzebna jest literatura , która nakierowuje czytelnika na drugie dno w życiu. Na problemy, nieszczęścia. Tomasz Białkowski pisze językiem spójnym, takim życiowym. To nie są bohaterowie, których można lubić. Jednakże warto sobie uświadomić, że istnieją. Zarówno w literaturze, jak i w życiu.
(Egzemplarz recenzencki, otrzymany dzięki uprzejmości Wydawnictwa JanKa)Tomasz Białkowski, Teoria ruchów Vorbla, JanKa, 2011, ss. 176
2011-05-30
Poniedzielnik (20)- Czytacie przy jedzeniu?
Przyzwyczaiłam się już do swoich Poniedzielników. Jeśli zdarzy zdarzy mi się opóźnienie i Poniedzielnik pojawia się w inny dzień tygodnia, to boleję nad tym bardzo:). Staram się bardzo, żeby był "na czas". W końcu nazwa zobowiązuje.
Dzisiejszy Poniedzielnik jest podwojony. Mam do Was pytanie: Czytacie przy jedzeniu?
Czytam ostatnio starsze numery czasopism. Niektóre mam w ręku po raz pierwszy, inne przeglądam kolejny raz i zawsze znajduję artykuły, na które wcześniej nie zwróciłam uwagi. W starszym egzemplarzu "Elle" (nr 9/2010) natrafiłam na tekst "Smakowity kawałek" Maryli Musidłowskiej o czytaniu przy jedzeniu. Dziennikarka jest autorką wystroju wnętrza w księgarni Czuły Barbarzyńca. Pisze o księgarnio-kawiarniach.
Popieram jedzenie i czytanie razem. Stosuję od zawsze. Jak pisze dziennikarka :"Jeść i czytać jednocześnie to nieziemska rozkosz". Oprócz "Czułego Barbarzyńcy" wspomina też o księgarni Tarabuk, Traffic oraz o sopockiej Bookarni czy też Pinesce lub restauracji Opasły Tom, prowadzonej przez rodzeństwo Kręglickich w warszawskiej księgarni PIW.
Szkoda, że w mieście, w którym pracuję nie ma takiej księgarni, gdzie mogłabym wypić kawę przy książce i zanurzyć się w lekturze. A może jeszcze wszystko przede mną? Na razie pozostaje mi pomarzyć lub...odwiedzić któreś z wymienionych w artykule miejsc.
Popieram jedzenie i czytanie razem. Stosuję od zawsze. Jak pisze dziennikarka :"Jeść i czytać jednocześnie to nieziemska rozkosz". Oprócz "Czułego Barbarzyńcy" wspomina też o księgarni Tarabuk, Traffic oraz o sopockiej Bookarni czy też Pinesce lub restauracji Opasły Tom, prowadzonej przez rodzeństwo Kręglickich w warszawskiej księgarni PIW.
Szkoda, że w mieście, w którym pracuję nie ma takiej księgarni, gdzie mogłabym wypić kawę przy książce i zanurzyć się w lekturze. A może jeszcze wszystko przede mną? Na razie pozostaje mi pomarzyć lub...odwiedzić któreś z wymienionych w artykule miejsc.
2011-05-29
Rodowa historia
Notka o autorce (z okładki) : Magdalena Starzycka- pochodzi z Łodzi. Tropi także ślady Łodzian w przeszłości. Pracowała jako nauczycielka, lektorka języka polskiego na Uniwersytecie Łódzkim oraz na Universidade de Lisboa w Portugalii.. Jest także tłumaczką, autorką opowiadań i reportaży. Napisała powieści "Manufaktura czasu", "Spijając filiżankami słońce".
"Słowo pirata" określiłabym jako powieść-podróż. Przeplatające się losy dwóch rodów, retrospekcje w czasie, szybkie przeskoki z jednego kontynentu na inny. Najpierw jesteśmy na portugalskiej wyspie Corvo, w 1868 roku.. Przypadkowe spotkanie kupca z piratem naznaczy na zawsze życie każdego z nich. Następnie akcja przenosi się do Łodzi w 1939 roku. Dosyć skomplikowane relacje i powinowactwa kolejnych bohaterów krystalizują się i wyjaśniają w czasie czytania powieści. Jednocześnie prowadzone są dwie historie. Raz jesteśmy w wieku XIX, następnie w XX i XXI. Te liczne przeskoki i zwroty akcji nie są zagmatwane, są prowadzone jasno. Łódź, Hamburg, Zurich. Europa- Portugalia i Ameryka Południowa- Brazylia. Z jednej strony- przygoda, z drugiej- także śmierć. Powstawanie wielkiego przemysłu w Łodzi i gorączka złota w Brazylii. Wszystko to w jednej powieści. W "zgrabny" sposób razem wymieszane i podane:)
Powieść zadziwia mnogością faktów. Na 232 stronach poznajemy jednocześnie kilka krajów i miast. Wojna francusko-pruska, II wojna światowa, życie XIX wiecznego Hamburga, współczesna Łódź. Losy ludzkie splatają się i przenikają w zadziwiający sposób. Czytając nie sposób pogubić się w kolejnych przodkach i nazwiskach. Finał jest trochę zaskakujący i zdradzę tylko tyle, że bardzo optymistyczny. Spotkanie kupca z piratem dobiegło końca.
Magdalena Starzycka, Słowo pirata, , Wydawnictwo MG, 2011,ss.232
2011-05-22
Herba-thea
Herbata- europejskie słowa "tee", "tea" pochodzą z dialektu chińskiego z prowincji Fujian. Ojczyzną herbaty są Chiny, gdzie ma ona tyle nazw, ile regionów, choćby znany gatunek Yunan. Najpopularniejszą jednakże nazwą jest "cza", stąd wywodzi się rosyjski "czaj". Japończycy wymawiają słowo "czaj" jako "tia". Większość Europejczyków używa botanicznej nazwy "thea". ("herba" oznacza "zioło").
Herbata cieszy się ogromną popularnością na całym świecie. Pije się ją na każdym kontynencie, także na Antarktydzie. Mnogość gatunków i mieszanek przysparza tej roślinie coraz większą popularność.
W Polsce herbata była na początku stosowana jako środek leczniczy, sprzedawano ją tylko w aptekach. Zwyczaj picia herbaty rozpowszechnił się u nas dopiero w 18 w.
Ojczyzną herbaty są Chiny. Po raz pierwszy została wspomniana przez Chińczyków ok. 5 w.p.n.e, popijał herbatę chiński cesarz Szen-nung.
Istnieje legenda buddyjska mówiąca o tym, że święty mąż Bodhi-Dharma zasnął podczas medytacji. Po obudzeniu, oburzony odciął sobie powieki, aby sen nie zakłócał jego religijnych praktyk. Liście wyrosłego z nich krzewu miały działanie usuwające znużenie.
Herbata cieszy się ogromną popularnością na całym świecie. Pije się ją na każdym kontynencie, także na Antarktydzie. Mnogość gatunków i mieszanek przysparza tej roślinie coraz większą popularność.
W Polsce herbata była na początku stosowana jako środek leczniczy, sprzedawano ją tylko w aptekach. Zwyczaj picia herbaty rozpowszechnił się u nas dopiero w 18 w.
Ojczyzną herbaty są Chiny. Po raz pierwszy została wspomniana przez Chińczyków ok. 5 w.p.n.e, popijał herbatę chiński cesarz Szen-nung.
Istnieje legenda buddyjska mówiąca o tym, że święty mąż Bodhi-Dharma zasnął podczas medytacji. Po obudzeniu, oburzony odciął sobie powieki, aby sen nie zakłócał jego religijnych praktyk. Liście wyrosłego z nich krzewu miały działanie usuwające znużenie.
Na początek mojego nowego "herbacianego" działu- "Herbatka" Jeremiego Przybory i moja herbata czarna:)
"Herbatka"
Z rozkoszy tego świata ilości niepomiernej
zostanie nam po latach herbaty szklanka wiernej
i nieraz się w piernatach pomyśli w porze nocnej
ha, trudno lecz herbata, herbaty szklanka mocnej
Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić
Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć
Herbatko, Herbatko, Herbatko
Dopóki Ciebie, Ciebie nam pić
Póty jak w niebie, jak w niebie nam żyć
Herbatko, Herbatko
O, jakżeś bliska chwilko, jesienne pachną kwiaty
a my pragniemy tylko już tylko tej herbaty
za oknem deszczyk sypnął - arrivederci lato
gdy wtem drzwi cicho skrzypną i witaj nam herbato
...
Tak wdzięczni że nas darzysz pod koniec już sezonu
o Tobie będziem marzyć Twój zapach czule chłonąc
a potem syci woni, poprzestaniemy na tym
bo doktor nam zabronił picia mocnej herbaty
I po co, i po co nam żyć
kiedy nie będzie, nie będzie nam wolno już pić
herbatki, herbatki...2011-05-21
Poniedzielnik (19)- Nike, bogini zwycięstwa
W związku z zapoznaniem się z nominacjami do tegorocznej nagrody Nike poczytałam trochę o samej bohaterce:). Komu w tym roku przyniesie zwycięstwo, dowiemy się w październiku.
Nike- grecka bogini zwycięstwa. Przedstawiana jako kobieta z e skrzydłami, z gałązką oliwną w dłoni. Córka tytana Pallasa i bogini rzeki Styks. Odpowiednikiem w mitologii rzymskiej jest Wiktoria.
Najbardziej znane wyobrażenie bogini to Nike z Samotraki- rzeźba o wysokości 2,40 m, odnaleziona w 1863 r. na greckiej wyspie Samotraka przez archeologa francuskiego Charlesa Champoiseau . Ten wizerunek został zastosowany jako logo serii "Nike" wydawnictwa Czytelnik.
(źródło: Wikipedia)
![]() | ||
| Nike z Samotraki |
Oto lista nominowanych do nagrody Nike:
Joanna Bator ("Chmurdalia")- autorkę znam jak na razie z felietonów w "Bluszczu"
Justyna Bargielska ("Obsoletki")
Jacek Bocheński ("Antyk po antyku")
Dariusz Czaja ("Dzieś dalej, gdzie indziej")- obecnie jestem na etapie zachwytu nad reportażem, na tę książkę też poluję
Michał Głowiński ("Kręgi obcości")
Wojciech Górecki ("Toast za przodków")- stoi w kolejce na półce
Ignacy Karpowicz ("Balladyny i romanse")
Joanna Lech ("Nawroty")
Ewa Lipska (Pogłos")
Sławomir Mrożek ("Dziennik 1962-1969")
Wojciech Nowicki ("Dno oka. Esej o fotografii")
Daniej Odija ("Kronika umarłych")
Marian Pilot ("Pióropusz")
Tomasz Różycki ("Księga obrotów")
Jarosław Marek Rymkiewicz ("Samuel Zborowski")
Andrzej Stasiuk ("Dziennik pisany później")
Witold Szabłowski ("Zabójca z miasta moreli. Reportaże z Turcji")
Mariusz Szczygieł ("Zrób sobie raj")
Mirka Szychowiak ("Jeszcze się tu pokręcę")
Piotr Wierzbicki ("Muzykalny kosmos")Nie mam faworyta, wielu autorów nie znam, jednakże z zaciekawieniem czekam na wyniki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





