2012-12-17

Poniedzielnik (48)- Książkoterapia

Nie mogłabym żyć bez literatury. Słowo pisane to dla mnie terapia- większa niż scrapowanie, które jest u mnie na drugim miejscu wśród twórczo-umysłowych aktywności. Kiedy muszę zebrać myśli, doznać spokoju, poukładać w głowie sprawy, historie, życie- to właśnie skok w słowo, w literaturę, krytykę literacką, recenzję pomaga najbardziej. Po wtopieniu się w słowa wszystko lepiej się układa. Fotel, koc, lampa i kawa- w połączeniu z literaturą. Staram się mnożyć takie chwile. Są ważniejsze niż konieczność sprzątania, pieczenia czy prania. Po ręką ostatnio ArtRecenzownik. Różowe marginesy idealnie współgrają z fioletem atramentu. I myśli nie uciekają, gdy zamieszkają na papierze. Tak jest i tak będzie- nie chcę niczego zmieniać. Nie chcę odbierać sobie powietrza....

A kawa, kawa...to u mnie osobny życiowy rozdział...

"Miałeś rację
Nigdy tak nie było dobrze jak teraz
Piję kawę
I nic właściwie mi do szczęścia nie trzeba."
                                            Bajm "Małpa i ja"

2012-10-22

Poniedzielnik (47)- Kolory jesieni

Z wiekiem coraz bardziej lubię jesień. Chyba staję się sentymentalna, bo uwielbiam te wszystkie złocienie i brązy, rudości i zgaszone zielenie przyrody. Mgliste ranki i wieczory. Mamy szczęście do pięknej jesieni tego roki- można jeszcze zadumać się na balkonie, przemyśleć to i owo...
Korzystałam ze słonecznej niedzieli, zrywami czytając Stasiuka "Jadąc do Babadag", a w przerwach rysując scrapowe mapki. Zrobiłam dla siebie ArtRecenzownik- na cytaty, czasem przemyślenia i scrapowe mapkowe projekty. Zdjęcia na razie nie ma- aparat ciągle niesprawny:(
W Stasiuku wyszukuję myśli-perełek. Zapisuję...będzie recenzja:)
"Jadąc do Babadag" to dla mnie literackie wyzwanie. Przerywam lekturę, jeśli Europa nazbyt mnie przygnębia, wracam- bo styl pisarza bardzo mi pasuje. Stasiuk w małych dawkach- dobry na jesienne popołudnia.

"Tak, ze zdarzeniami, gdy już przeminą, nie ma żadnego kłopotu, pod warunkiem, że nie próbujemy za ich pomocą załatwiać jakichś własnych spraw. Jeśli damy im spokój, zamieniają się w cudowny roztwór, w czarodziejską tynkturę, która rozpuszcza i czas, i miejsce, trawi kalendarze i atlasy, przemienia w słodką nicość współrzędne uczynków. Jaki sens ma zgadywanka? Na co komu chronologia- siostra śmierci?"
                                                   (A. Stasiuk "Jadąc do Babadag", s. 174)
   

2012-10-18

Poniedzielnik (46)- Przygnębiająca Europa, nieznana Toskania

Wprawdzie dzisiaj czwartek:), jednakże mam tzw. wolny dzień i chwilę przy kawie, aby napisać kolejny post. Skąd ten tytuł? Otóż czytam "Jadąc do Babadag" Stasiuka. Smutna, biedna, brudna Europa. Szara i niezachęcająca. Mam dość. Przenoszę się do Toskanii:)).

Przede mną "Cyprysy i topole" Marka Zagańczyka. Autor pisze na okładce:

"Widok toskańskiej doliny jest dla mnie wzorem doskonałości i znakiem chwil szczęśliwych. W dni jesienne i zimowe noszę go w pamięci jak talizman i szukam dla niego godnego odpowiednika wśród północnych pejzaży. Wędruję, szukając ulotnych cieni, wydeptuję szlak, licząc, że w końcu odnajdę dawny kształt miasta, krajobrazu, choćby jego zarys, i wpiszę w niego kilka bliskich mi postaci, mocniej uchwycę ich obecność. Samotność jest może najważniejszą częścią podróży, tej prawdziwej wiodącej w odległy świat, i tej, równie ważnej, pozwalającej jedynie siłą wyobraźni podążać w nieznane". 
                                                                                               
Nie twierdzę, że Stasiuk mi nie pasuje. Pasuje, owszem, jednak nie na długo. Warto czytać jego przemyślenia, nie zapominając, że podróż to nie tylko cudowne "turystyczne" widoki.

"Dobrze jest przyjechać do kraju, o którym prawie nic się nie wie. Myśli wtedy cichną i stają się bezużyteczne. W kraju, o którym prawie nic się nie wie, pamięć traci sens".
                                                      (A. Stasiuk "Jadąc do Babadag", s. 101)

             

2012-10-07

Poniedzielnik (45)- Recenzji nie będzie

Dochodzę do wniosku, że blogowe przerwy nie są dobre. Bardzo trudno wrócić do pisania, fotografowania itp. Do recenzowania także.
Skończyłam książkę "Tyrmandowie. Romans amerykański" w opracowaniu Agaty Tuszyńskiej. Nie napiszę recenzji, bo doszłam do ostatecznego wniosku, że "na zamówienie" tworzyć nie potrafię. Tak po prostu- nie pasuje mi to. Muszę mieć chwilę, nastrój, odpowiednie słowa w duszy, aby książkę opisać. Tak terminowo- nie da się, niestety.
Opowieść o Tyrmandach podobała mi się. Lubię sposób pisania Agaty Tuszyńskiej. Bez oceniania bohaterów, umiejącej słuchać, nie ponaglającej. Książka to głównie zbiór korespondencji Tyrmanda i jego "amerykańskiej" żony, Mary Ellen. Przeplatana zdjęciami w sepii. Wydawnictwo MG połączyło premierę ze spotkaniami z Mary Ellen Tyrmand w Polsce, wczoraj odbyło się ostatnie z nich. Niestety, nie mogłam w nich uczestniczyć. A chętnie bym posłuchała, nie zadając żadnych pytań:)



2012-08-20

Urlop do września

Wprowadzam blogową przerwę do końca września.
Kolejna recenzja- 1 października.
Będą to wrażenia z lektury książki 
Agaty Tuszyńskiej "Tyrmandowie. Romans amerykański", która ukaże się nakładem Wydawnictwa MG.

2012-06-10

Poniedzielnik(45)- Z wyprzedzeniem

Opuściłam się w pisaniu na Lectorium. Z czytaniem też trochę słabiej. A wszystko to przez TO:)
Scrapuję, udzielam się na Scrapujących Polkach. Scrap, scrap...opanowuje mnie coraz bardziej. Wygrywa nawet z czytaniem:)
Postanowiłam się poprawić. Poprawić, ponieważ miłość do książek nie zanika u mnie, tylko trochę osłabła. Postanowiłam, jeśli już nie pisać więcej, to przynajmniej więcej czytać. Widzenie świata poprzez literaturę też przecież może mieć wpływ na moją scrapową twórczość.
Pozdrawiam wszystkich Zaglądających!

2012-05-17

Poniedzielnik (44)- Czytając Myśliwskiego

Załamało się moje postanowienie- nie czytać dwóch książek jednocześnie. Jednakże rozpoczęłam I tom "Dzienników" Iwaszkiewicza. I muszę robić robić przerwy. Przebogata treść, ogromna ilość przypisów, które wystarczyłyby na kolejną książkę.Właściwie trzeba się zastanawiać nad każdym zdaniem, więc Iwaszkiewicza sobie dawkuję na zmianę z Myśliwskim.
"Widnokrąg" to odpoczynek dla duszy. Dopiero zaczęłam czytać, mam za sobą zaledwie kilka stron. W prozie Myśliwskiego (do tej pory przeczytałam "Nagi sad") jest coś tak niesamowitego, co jest jednocześnie mądre i proste zarazem. Prawdy oczywiste, spokój oraz niebywały odpoczynek.
"Dzienniki" i "Widnokrąg" to diametralnie różne dzieła. Pierwsze wymaga nieco więcej "umysłowego wysilenia":), drugie- wymaga "tylko" czytania. Obie książki wiele wnoszące w rozumienie świata i literatury. Już polecam- chociaż jeszcze nie dobiegłam do ich kresu!